Nawigacja

Piórem malowane 2014 Życzenie świąteczne- prace konkursowe 2014 Wasze wiersze walentynkowe O książce- konkurs literacki 2009 Konkurs poetycki "Moja wieś" 2008

Nasze prace

Piórem malowane 2014

Ogólnopolski Konkurs Literacki "Piórem malowane 2014" organizowany przez Młodzieżowy Dom Kultury w Krakowie.

 

Anna Pachuta „Przebudzenie”

Gdy z gałęzi drzew opadnie pierwszy śnieg,

A wśród nich usłyszysz ptaków śpiew,

To będzie znak, że wszystko żyje

I budzi się, by ogrzać swe kije.

Zima odchodzi, by mrozić w inne strony,

Oddala się, zwołując Siostry.

Zaczną pąki rozkwitać i niczym bomb wybuchy

Dodadzą wam wiosennej otuchy.

Wody skute rozmarzną,

By przyjąć ptasie gniazdo.

Budzi się, budzi się przyroda!

By po zimie sił nam dodać.

Jednak nie na długo,

Bo zima przyjdzie mrozić srogo.

Nie teraz, nie jutro,

Jednak już niedługo.

 

 

            „Przebudzenie”

Powoli otworzyłam oczy. Rozejrzałam się. Miejsce ,w którym teraz się znajdowałam
było przerażające. Przypominało mi starą, opuszczoną izolatkę w zakładzie psychiatrycznym. 
Choć ściany były białe, w pomieszczeniu było ciemno. To dzięki małemu okienku na środkowej ścianie, które nie przepuszczało promieni słonecznych, co było jedynym źródłem światła w tej celi. Naprzeciwko znajdowało się łóżko, na którym teraz siedziałam. Było twarde, niewygodne i przykryte starymi, brudnymi szmatami. W celi było bardzo zimno. Chłód przenikał każdą część mojego ciała.

            Tym razem spojrzałam na siebie.  Wyglądałam masakrycznie.  Miałam na sobie krótkie, niebieskie szorty poplamione czerwoną cieczą. Dotknęłam plamy koniuszkiem palca i już wiedziałam co to jest. Każdy głupi by się domyślił, że to krew. Później spojrzałam na moją czerwoną bluzkę na ramiączkach. Była poszarpana, brudna i tak samo jak spodnie poplamiona krwią. Przeraziłam się.

            To wszystko było takie dziwne. Co ja robiłam w izolatce ?! Czemu miałam poplamione krwią ubrania?! Czemu czułam się tak, jakby przejechał mnie autobus przynajmniej trzy razy ?! Czemu czułam, że stało się coś złego ?! Dlaczego ciągle miałam wrażenie, że ktoś mi bliski odszedł na zawsze?!  Dlaczego ?!

W tym momencie do mojej celi wszedł jakiś mężczyzna. Był on wysokim, przystojnym facetem. Miał na sobie czarny, elegancki garnitur. Kosmyki kruczoczarnych włosów lekko opadały na niebieskie oczy. Wyglądał na sympatycznego, ale gdy się odezwał, wiedziałam , że pozory czasem mylą.

-No, no pani Rover.  Niech pani powie, dlaczego zabiła pani swojego męża ? Czym zasłużył
na ten  los ? - tajemniczy facet wręcz się wydarł, po czym usiadł obok mnie na łóżku.

-Co ? Nie wiem o co chodzi . Co ja w ogóle tu robię? Kim ty jesteś ? – z moich ust zaczęło się sypać tysiące pytań na raz. Po prostu chciałam wiedzieć co się dzieje. Byłam zdezorientowana i zaskoczona. Nagle jakimś cudem znalazłam się w izolatce, jakiś nieznajomy mówi mi, że Mike nie żyje, i że to ja go zabiłam. To nie było normalne.

-Niech pani nie udaje głupiej. Każdy wie, że to pani zabiła swojego męża! - wykrzyczał,
po czym trochę spokojniej dodał: - Ja tylko chcę wiedzieć dlaczego.

-Ja nikogo nie zabiłam! A na pewno nie zabiłabym Mike’a!

-Może te zdjęcia odświeżą pani pamięć. – powiedział mężczyzna w garniturze, wyjął z kieszeni kilka zdjęć i rzucił je na moje kolana.

            Wzięłam kilka do ręki i zaczęłam przeglądać. Już po obejrzeniu pierwszej fotki, moje oczy napełniły się łzami. Na niej znajdował się mój ukochany mąż w kawałkach. Na pierwszym planie leżała jego przystojna głowa. Włosy miał roztrzepane. Przykrywały one jego oczy. Te, które tak bardzo kochałam. Te zielone oczy, które skrywały setki wspomnień, setki chwil spędzonych z nim. Kawałek dalej, metr od głowy leżała reszta jego ciała. Ręce i nogi, podzielone na kilkanaście części, bezwładnie leżały w kałuży krwi. Całe ubranie było zakrwawione, poszarpane i brudne. W tym momencie zaczęłam płakać na dobre. Inne zdjęcia ukazywały ten sam obraz, lecz przedstawiony był pod innym kątem. Wzięłam je i rzuciłam temu facetowi prosto w twarz.

-Kto to mu zrobił ? Gdzie jest morderca ? Czemu posądzacie mnie?! Przecież ja.. ja nie mogłabym mu tego zrobić! Za bardzo go kocham!!- mówiłam i jednocześnie płakałam w niebogłosy.

            Nie mogłam uwierzyć, że mój mąż, że  mój ukochany  Mike nie żyję. Nie chciałam
w to uwierzyć, ale zdjęcia mówiły same za siebie. Mike został zamordowany . A ten nieznajomy myśli, że ja mu to zrobiłam.  Jak on tak może ?! Przecież to niedorzeczne! Jak ja mogłabym tak załatwić mojego męża?!

- Ślady wskazują na ciebie Alex.  To ciebie widziano na miejscu zbrodni, to ty jesteś cała we krwi, i to ty miałaś motyw. – tym razem spokojnie rzekł facet w garniturze.

-Niby jaki ?! – oburzyłam się.

-Ty już dobrze wiesz o co chodzi. Twój mąż cię zdradzał. I to z twoją siostrą! Przecież sama
ich nakryłaś na gorącym uczynku, więc nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi!- chyba się zdenerwował, bo znowu  wydzierał się na mnie.

- CO?!  Jak ja nawet nie wiem co tu robię!!!- schowałam mokrą od łez twarz w rękach i zaczęłam szlochać.

-Zabiłaś go!! Dlatego tu jesteś!! Przyznaj się, a może dostaniesz łaskawszy wyrok.- powiedział z powagą i nieukrywaną wyższością.

-Ja tego nie zrobiłam!! Nawet nie wiem jak tu się znalazłam!

-KŁAMIESZ! Dowody mówią same za siebie! Zabiłaś go i koniec! Każdy to wie. Ja wiem, ty to wiesz i pięciu innych świadków, którzy widzieli cie jak uciekasz z miejsca zbrodni. Mnie nie oszukasz. Wiem, że to twoja wina. Ty po prostu nie chcesz się przyznać.

Gdy tak mówił i oskarżał mnie o kolejne rzeczy, z każdym jego następnym słowem płakałam coraz bardziej.

-To nie ja!- resztką sił wydukałam to jedno, krótkie zdanie.

Płacz wyssał ze mnie całą energię. Nie miałam siły nawet patrzeć na nieznajomego. Zamknęłam oczy . Po chwili otworzyłam je, wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na mężczyznę w garniturze, prosto w jego oczy i rzekłam:

-To nie ja. Nie mogłabym tego zrobić. Ja za bardzo go kocham, a  o tej zdradzie nic nie wiedziałam, nawet w to nie wierzę. On nie byłby zdolny do takiego czegoś.

-Ale jednak to zrobił, a ty go zabiłaś[i]! Na dzisiaj koniec, bo widzę, że jak na razie nie masz ochoty
o tym rozmawiać, ale musisz wiedzieć,  że i tak pójdziesz za to do więzienia! Nie na dziesięć,
czy dwadzieścia pięć lat, ale na dożywocie!- wrzasnął mi prosto w twarz i po prostu wyszedł.

            Od razu pobiegłam do krat i zaczęłam nimi szarpać. Chciałam stamtąd uciec jak najszybciej. Chciałam to wszystko wyjaśnić. Chciałam się dowiedzieć co tak naprawdę stało się z moim mężem. W tej chwili przypomniałam sobie, że w tylnej kieszeni  moich spodni mam scyzoryk. Wyjęłam go i zaczęłam majsterkować przy starej, zardzewiałej  kłódce. Po dziesięciu minutach kłódka pękła. Nie   zastanawiając  się ani chwili, wybiegłam z celi. Instynktownie kierowałam się w stronę głównych drzwi, aby jak najszybciej opuścić ten psychiatryk. Po drodze przyglądałam co znajduje się poza moją kratą.

            Korytarz, którym biegłam był bardzo wąski. Kafelki na podłodze były czarne i śliskie. Natomiast ściany tak samo jak w mojej celi były białe. Tu było trochę  jaśniej niż w izolatce.
Co jakiś czas mijałam ciężkie, metalowe drzwi. Domyśliłam się, że tam też są pozamykani ludzie. To było bardzo smutne, bo wiem jak oni się czują. Od tej samotności, niewiedzy, uczucia beznadziejności w takiej celi można oszaleć.

            Biegłam i biegłam. Niestety dwóch ochroniarzy zauważyło mnie. Zaczął się pościg.
Obaj gonili mnie przez cały zakład, aż w końcu znalazłam dobrą kryjówkę. Schowałam się w jednej z łazienek dla personelu. Minęli mnie i pobiegli szukać gdzie indziej. Szybko skierowałam się w stronę głównych drzwi, minęłam próg i byłam wolna. Piękne uczucie, być wolnym, niezależnym. Galopem ruszyłam w stronę swojego domu. Był on blisko zakładu, więc droga zajęła mi niecałe 15 min.

            Ustałam przed swoim domem i głęboko westchnęłam. Miałam nieukrywaną nadzieję,
że znajdę  w nim Mike’a. Bardzo za nim tęskniłam. Bałam się, tego, że już nigdy go nie zobaczę. Ta  myśl sprawiała mi ogromny ból.

            Powoli zaczęłam iść po schodach trzymając się kurczowo balustrady. Chwilę potem weszłam do domu.  Zaczęłam się rozglądać. Wszystko było na swoim miejscu, ale Mike’a nie było w domu. Więc jednak zdjęcia nie kłamią. On naprawdę nie żyję. Znów się rozryczałam.  Usiadłam na swoim łóżku i szlochałam w niebogłosy. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Poszłam sprawdzić co to jest.

            W głównych drzwiach stał facet, który przesłuchiwał mnie w tym zakładzie. Zdenerwowany, w ręku trzymał pistolet i mierzył go we mnie. Spojrzałam przerażona na niego i nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy ten we mnie strzelił. Poczułam ogromny ból w prawej piersi. Upadłam na podłogę i jeszcze raz spojrzałam się na niego. Mężczyzna właśnie wybiegał z domu.

 Wszystko się rozmyło. W tej chwili nie było nic wyraziste. Kolory mieszały się ze sobą, a obraz pozbył się jakichkolwiek konturów. Wtem usłyszałam kojący głos. Na początku stwierdziłam , że to jakiś anioł, bo skoro mnie zabito to pomyślałam sobie, że to właśnie on do mnie mówi. Pomyliłam się . Głos stawał się coraz bardziej głośny i wyrazisty.

Alex.. Alex..

Wszędzie rozpoznam ten głos! To Mike! Jednak on żyje!. Wszystko wirowało. Zamknęłam oczy, a po chwili znów je otworzyłam.  Przebudziłam się.

Byłam w swoim łóżku, tym prawdziwym, tym wygodnym i miękkim. Nade mną stał Mike, spojrzał na mnie swymi pięknymi, zielonymi oczami, uśmiechnął się i obdarował mnie słodkim całusem. To był tylko koszmar- stwierdziłam z ulgą. Ja żyję,  ja oddycham, ja czuję.
Mój mąż nie został zabity, jest cały i   zdrowy, a ja jestem przeszczęśliwa, że go mam.

                                                                                                Oliwia Bruś

 

 

Aktualności

Kontakt

  • Zespół Szkół w Starogrodzie, Szkoła Podstawowa, Gimnazjum
    Starogród, 86-200 Chełmno1
  • 056 676 08 00

Galeria zdjęć